Bajki są tworem, który można spotkać zasadniczo wszędzie: na billboardach nowych produkcji kinowych, jako reklamy środków tekstylnych, czy jako bajki animowane. W centrach handlowych wydzielane są specjalne miejsca i place zabaw dla dzieci, gdzie z ekranu umieszczonego na jednej ze ścian puszczane są kreskówki. Można więc śmiało powiedzieć, że filmy animowane i nowe odcinki przygód ich bohaterów otaczają nas ze wszech stron. Nie mogę jednak odciąć od siebie natrętnych pytań: ile w bajce bajki? Przecież przemoc, strzelanki, czy nawet seks w świecie kreskówek to dzisiaj motyw przewodni – a komu dedykowane są te historie? Bagatela dzieciom. Nie dla nich przecież taka fabuła i kształtowanie psychiki animków. Plus dla reżyserów bajek animowanych, którzy idą z postępem i w swoich scenariuszach budują coś, co przyniesie miłe wspomnienia i ciepłe skojarzenia. Idąc dalej tym tropem można by jednak pokusić się o paradoksalne stwierdzenia, że w każdej dziecięcej historii znalazłoby się jakąś dewiację. Zainteresowani? To odsyłam do jednego z artykułów Angory ( numeru niestety nie podam, bo nie pamiętam). Bajki mają przedziwną moc: potrafią uspokoić, rozbudować zasób słownictwa o nowe wyrazy, jak również bawić i i śmieszyć – to przecież ich prymarna funkcja. Mam więc nadzieję, że granica pomiędzy tym, co w nowych odcinkach kreskówek dobre i właściwe nie zacznie przegrywać z komercją i zapotrzebowaniem na kicz. Którędy więc do bajek? Dwa centymetry na lewo od mostka, tam gdzie puka ciepłe serducho. W nim szansa na wyobraźnię, dobry pomysł na książkę i scenariusz przygód animków.







